Wpisy
Odwiedziliśmy z Bartkiem restaurację Výtopna wygodnie (dla turystów) usytuowaną w centrum Pragi przy Placu Wacława. Na terenie lokalu znajduje się 400 metrów torów, po których jeżdżą pociągi dostarczające zamówione napoje do stolików.
Dzieci są bardzo cenioną klientelą w tym lokalu- pociągi, kącik zabaw, menu będące jednocześnie kolorowanką..


...ale nie brakuje również atrakcji dla dużych chłopców:)

Tradycyjnie więcej szczegółów na www.zlotapraga.pl
Bartek długo bronił się przed stereotypem niebieskiej wody. Wiedział, że woda może być brązowa, zielona, a naprawdę głęboką malował na czarno. Jakiś czas temu pod presją przedszkola, książeczek, bajek przyjął uprzejmie, że woda jest niebieska a pnie drzew brązowe.
A dzisiaj we Wełtawie woda była żółta...
Bańki, bublinki, bubbles- niezależnie od języka w jakim je nazwiemy wprawiają mojego syna w stan euforii (labradorkę Azę też:). Jeżeli zwykłe bublinki tak cieszą Bartka to wyobraźcie sobie jego radość z takich wielkich:

ps. Bubbles Masters są z Polski. Rodakom za chwilę wielkiej radości Bartka dziękujemy:)
Wiadomo, że do Pragi często zaglądają osoby sławne... W czwartek w praskich Ogrodach Wallensteina udało nam się spotkać rodzeństwo: Zosię i Pietruszkę (na zdjęciu Bartkek pomiędzy nimi).

Oprócz wyżej wymienionych sław do Ogrodów zawitała również Wiosna.

ps. Pietruszce, Zosi i ich Rodzicom dziękuję za bardzo udane popołudnie. Uśmiech na buzi Bartka jest dowodem, na to jak bardzo się ono nam podobało:)
Przeglądamy z Bartkiem "Encyklopedię Przedszkolaka".
-A tu Bartusiu jest Ocean Spokojny- pukam palcem w kolorową mapę świata.
- Nie! On jest niespokojny, tam są rekiny!- Bartek jak zwykle wie lepiej.
Střelecký ostrov to wyspa, którą obserwowałam z brzegu tysiąc razy. Trudno byłoby jej nie zauważyć- jest duża i przepięknie położona w samym sercu Pragi. W upalną sobotę przywędrowaliśmy na nią przypadkiem i lepiej trafić nie mogliśmy. Piasek, woda - dla Bartka, piękne widoki dla mnie, chwila spokoju dla Taty Bartka.

Na Moście Karola tłumy. Na piaszczystym cypelku cisza, spokój...


ps. mija drugi dzień od naszej wizyty na wyspie i brodzenia Bartka w zimnych, mętnych wodach Wełtawy. Kataru ani wyspyki nie stwierdzono;)
Na wzgórzu Petřín znajuduje się słynna wieża widokowa. Bartka jakoś na jej szczyt nie ciągnie ale wczoraj byliśmy tam z innego powodu. Schodząc w dół wieży- a więc odwrotnie niż 99% turystów (poza tymi, których potrzeba zmusza do poszukiwania WC)-można trafić na niedawno otwartą Wystawę Zabawek Trochę Interaktywną oficjalnie zatytułowaną; Fenomén Igráček.
Wystawa nie jest żadną rewelacją ale ponieważ wstęp jest za darmo, na wzgórze Petřín i tak się warto wybrać z innych względów- na kilka słów zasługuje.
W szkalnych gablotach zebrano tu zabawki firmy Igráček. Zabawki jakoś mnie nie zachwyciły ale może nie poczułam po prostu powiewu tradycji i nostalgii, którą czują tu Czesi bo to cyt. "czeska firma, czeski wyrób, czeski pracownik". Na małym dywaniku ze wzorem tak uwielbianym przez chłopców (ulice, skrzyżowania) udostępniono kilka zabawek, którymi Bartek (pod czujnym wzrokiem Pani Dozorującej) nawet się chętnie pobawił. Zabawkami w gablotach Bartek niespecjalnie się interesował- i dobrze, bo kiedy tylko się do nich zbliżał Pani Dozorująca ostrzegała, żeby gablot nie dotykać (warto docenić, że robiła to w kilku językach- nawet, w tak często tu pomijanym, polskim:).
A co do interaktywności.. tak, była. Na kilku stoliczkach były wystawione małe eksponaty, dzięki którym dziecko mogło na przykład Bartka cytując "zrobić prąd korbką". Fajne było urządzenie z hologramem- Bartek ze zdziwieniem próbował dotknąć ludzika a jego paluszek wciąż trafiał w próźnię.
Były też magnesy, złudzenia optyczne, prosty dżwig do podnoszenia klocków... Ja fajnie się bawiłam przeglądając zwykłe zalaminowane kartki z różnymi trikami. Był tam na przykład rysunek przedstawiający spiralę na wzorzystym tle. Kiedy palcem się wodziło po jej fragmencie okazywało się, że to nie spirala a niepołączone ze sobą okręgi. Palec dowodził, że to okręgi a oczy widziały ciągle spiralę. Ciekawe doświadczenie.



Jest to jedna z pierwszych fotek, na których Bartek ma krótkie włosy. Kiedy urodził się miał długie czarne włoski. Gdy skończył pół roku musiałam mu skrócić grzywkę bo włosy wpadały mu do oczu. Potem nieśmiało i niewprawnie podcinaliśmy mu włosy ale pierwsza wizyta Bartka u fryzjera miała miejsce w ubiegłym tygodniu. Dopiero teraz włosy Bartka są naprawdę krótkie.
No a ten banan … Zaczęło się rok temu od żartu Dziadka i stało się naszą tradycją. Podcza spacerów w lesie "małpka" zawsze podrzuca Bartkowi banana. Bartek ma dużo frajdy w rozglądaniu się po lesie w poszukiwaniu banana. Poza tym ze smakiem zjada podrzucony przez małpkę, wypatrzony na sośnie owoc. Trochę obawiam się, że kiedy Bartek w przedszkolu będzie miał powiedzieć, gdzie mieszkają małpki uparcie będzie twierdził, że w Polsce, w hutkowym lesie. Poza tym…
-Ooo… ta małpka kupuje banany w sklepie- Bartek zauważył na skórce banana od małpki naklejkę z
nazwą producenta.
Dziś żegnamy się z Hutkami.
Dziadziu, nie jedz już więcej ciasta bo zrobisz się jak balon – ostrzegł Bartek Dziadzia łapczywie spoglądając na ostatnie kawałki babcinego ciasta na wspólnym talerzu.
Bartek nowe słowa poznający.
Bartek usłyszał gdzieś słowo, które skojarzył ze słowem "dziadek" i zaczął na widok mojego Taty wołać DZIADOSTWO.
Bartek dobrze wychowany.
-Kozaczki poproszę! - zawołał wchodząc w brzozowy zagajnik.
Bartek zapracowany.
Podczas świąt Bartkowi dopisywał apetyt i zjadał wszystko pod warunkiem, że była to kiełbasa lub babka. Próbowałam go nakłonić do zjedzenia normalnego obiadu.
-Nie teraz. Zabrałem się za WAŻNĄ robotę- odmruknął wpychając duże pluszaki do małych szuflad.
Bartek konkretny.
-Bartek, ile chcesz kawałków babki? - zadałam sprytne pytanie, bo i tak miał dostać swoją porcję, tylko podzieloną na odpowiednią ilość kawałków...
-Trzy. Jeden mały, drugi średni a trzeci duży.
Bartek leśny przewodnik
-Mamo, pokażę ci, gdzie woda szalała.
Idziemy nad przepaść z kanapkowym pieńkiem.
- Patrz, jak to woda wyszalała - wskazuje palcem na wypłukany na zboczu piasek.
Bartek wylewny.
-Jak ja ko_am tego mojego pieska- woła wieszając się na zadku Azy. ( Bartek nadal nie umie wypowiedzieć "ch" i "h").
Bartek kaskader
Ulubioną rozywką Bartka stało się przejeżdżanie przez głębokie kałuże na biegorowerku. Kałuże są duże (pogoda nie dopisuje) więc rozpędza się naprawdę mocno, żeby je pokonać. Na czwarte urodziny kupimy mu rowerek z pedałami.