Wpisy
Jeśli w przyszłości ktoś Bartkowi powie "Chyba upadłeś na głowę" mój syn może spokojnie odpowiedzieć- "Tak, 21 lutego 2012 roku".
Rano miałam doskonały humor. Minęła mi trochę świeża tęsknota za Dziadkami i Polską a Bartek dość chętnie został rano w przedszkolu. Zasiadłam do laptopa żeby zrobić coś, co może mi przynieść małe pieniądze i trochę więcej satysfakcji oraz poczucia własnej wartości. Dziesięć minut później zadzwoniła z przedszkola Miss Kelly z informacją o małym wypadku Bartka. Czternaście minut później byłam w przedszkolu i odebrałam zapłakanego Bartka, który spadł ze schodów na betonowy chodnik. Na głowę. Trzydzieści minut później Bartek radośnie brykał i zupełnie zapomniał o upadku. Godzinę później, za radą naszej nieocenionej Pani Doktor, byliśmy w szpitalu. Trzy godziny później wyszliśmy z niego uspokojeni.
Poza wielkim, krwistym guzem i obitym nosem nic mu nie dolega. Na szczęście.
***
W pociągu relacji Praga-Warszawa...
Nie mogę - oświadczył Bartuś w pociągowej ubikacji. Sikanie w pociągu nigdy nie jest łatwe...
0... na tej zastawce* się wysikam- stwierdził chwilę później pukając paluszkiem w nazwę "Sosnowiec" uwidocznioną na wspólnie oglądanej ulotce z trasą pociągu. Jęknełam w duchu bo do Sosnowca z Pragi (a dopiero z niej wyjechaliśmy) jedzie się prawie sześć godzin.
Bartek pierwszą w życiu podróż pociągiem ma za sobą. Ja pierwszą podróż pociągiem z Bartkiem mam za sobą.
ps. Bartek wysikał się dopiero na stacji w Sosnowcu.
*zastávka- przystanek (j.czeski)
***
U Dziadków...
Godz. 6.40.
Bartek budzi się (co jest normalną porą pobudki w dniu, w którym nie musi iść przedszkola*). Ja też ale udaję, że śpię łudząc się, że i on jeszcze zaśnie... Nie zasnął.
Godz. 7.00.
Bartek przekazany w ręce Babci. Wskakuję pod kołdrę uradowana niezwykłą okazją dłuższego pospania.
Godz. 7.02.
-Mamo, mamo czy pozbierasz ze mną grzyby?
No tak, jeśli na grzyby to tylko wcześnie rano... I po co ja mu kupowałam tak zajmującą grę planszową...
*W dniu, w którym idzie do przedszkola muszę go budzić o ósmej i Bartek jest bardzo z tej pobudki niezadowolony...
Nareszcie w Pradze prawdziwa zima. Mróz, śnieg...wszystko co być powinno o tej porze roku.
Zima wybrała sobie moment nadejścia dość przewrotnie...tak na nią czekałam a jutro wyjeżdżamy na tydzień do Polski. Nawet nie zdążę się przespacerować po białej Pradze.
Zdjęcia z górki, na której mieszkamy.



Wychodzimy z Bartkiem z przedszkola. Obok szatni jest ubikacja.
-Bartek, czy chce ci się siku?
-Nie.
-Bartek, na zewnątrz jest bardzo zimno (minus 12 stopni plus wiatr- przyp.autor) a my mamy daleko do domu ( nie jest tak źle, tylko 10 minut piechotą- przyp.autor ). Czy chcesz sikać?
-Nie.
Wychodzimy.
Po pięciu minutach...
-Chce mi się siku!
Po kilku zakwasowych klęskach - udało się. Praca była zaspołowa- ja rozpieszczałam zakwas, Daniel wyrobił obrzydliwie klejące się ciasto, uformowałam je i upiekłam a Bartek z zaangażowaniem pomagał. Chlebki trochę popękały ale na poniedziałkowe śniadanie można było zjeść pieczywo, którego skład to wyłącznie : mąka, woda, sól, nieźle radząca sobie młoda zakwasowa cywilizacja oraz sporo mojej radości.



ps. korzystałam z rad na stronie:http://piekarnia.wordpress.com/2008/07/05/pierwszy-chleb/
-Bartek pomożesz mi dziś sprzątać? Tak pięknie pomogałeś mi wczoraj...
-A co było wczoraj?*
-Poniedziałek.
-To dziś nie mogę. W poniedziałki tylko mogę.
Trochę później dowiedziałam się z radia, że obchodzimy dziś Międzynarodowy Dzień Przytulania.
-Ej Bartul, przytulisz mnie?
-W środę.
*Bartek, kiedy nie chodzi do przedszkola, traci orientację w dniach tygodnia. Ja często też.
Pewnie o tym każdy słyszał...
Sama nie mogłam w to uwierzyć . Komornik zajął most Karola i jeszcze kilka innych bezcennych zabytków a przyczyną był dług miasta wobec spółdzielni mieszkaniowej na niespełna trzydzieści tysięcy złotych.
Sprawa pewnie szybko się wyjaśni (już ponoć się wyjaśniła) ale ten fakt jest dowodem na to, że :
1) w Pradze możliwie jest wszystko (co jest zaletą i wadą jednocześnie)
2) ci z sądu, który takie zajęcie komornicze zarządził bardzo się nie lubią z tymi z magistratu .
Polityka, polityka...a most stoi jak stał i moknie (od wczoraj pada śnieg z deszczem)
Kiedy Bartek był malutki rysowaliśmy dla niego uciekające jajko. Bartuś śmiał się, uczył słów oko, ucho, buzia, nogi a przy okazji prawdopodobieństwo, że zje zupkę rosło o ok 60 procent....
Przypomniałam sobie o uciekającym jajku. Narysowałam. Bartek zaśmiał się jak za starych, dobrych czasów a potem pojawiły się pewne różnice. Co się zmieniło?
1. Bartek teraz mówi.
-...a czemu to jajo tak ucieka? -..a dlaczego ma taki kapelusz? ..itd
2. Bartek ma własne poczucie estetyki .
- To ja dorysuję zęba. (akurat ten styl rysowania zaczerpnął od Taty)
3. Bartek działa.
-To ja ono zatrzymam - i obciął nożyczkami jajku nogę. Wolałabym, żeby w celu zatrzymania jaja dorysował przed nim przeszkodę a nie tak od razu amputował...
...jak te dzieci szybko rosną ...
ps. zamieszczony powyżej rysunek ma charekter jedynie poglądowy- oryginału nie zdążyłam udokumentować.
Bartek zamalował całą kartkę na czerwono.
- Co to jest Bartusiu?
-WIELKA CZERWONOŚĆ.
... że też sama na to nie wpadłam....
Zaproponowałam Bartkowi, żeby jutro coś narysował dla Babci a potem jej to zaprezentujemy przez internet.
-Narysuję- zgodził się Bartek.
-A co narysujesz?
-Coś fajnego. Potwora!- odpowiedział mój kochany twardziel, który uciekał na widok dobrodusznego Mikołaja...
ps. Brak śniegu już kompletnie mnie nie martwi. Bartek chory.